Nie daj się wirusowi czyli parafialne propozycje na czas kwarantanny

Wiosna się budzi

wirus się trudzi

nas nie załamie

bo mamy wielkie zadanie:

Pobożnie i twórczo żyć na kwarantannie

(Ks. Robert Bieleń sdb)

Modlitwa

  • UWAGA (WAŻNE) - zapraszamy wszystkich parafian w miejsce rekolekcji parafialnych na NARODOWE REKOLEKCJE, głoszone przez o. Jacka Salija OP, w dniach 25-27 marca (śr.-pią.), godz. 20.40, TVP3,  info tutaj)
  • Msze św. w TV - zob. tutaj
  • Msze św. online - zob. tutaj
  • Msze św. radiowe - zob. tutaj
  • międzynarodowy Różaniec o Ratunek dla świata – godz. 20.30
  • duchowa adopcja modlitewna lekarzy i pielęgniarek - czytaj tutaj
  • nabożeństwa on-line które polecamy:
    • Drogi Krzyżowe w TV - zob. tutaj
    • Drogi Krzyżowe w radio i online - zob.tutaj
    • Gorzkie Żale - TV Trwam - Niedziela w okresie Wielkiego Postu, godz. 17.00.   (cd. kazań na GŻ naszego diakona na dole strony - zapraszamy)
    • inne - Kornonka do Miłosierdzia Bożego z programem "Riksza Miłosierdzia" ks. Romana Sikonia sdb (w RADIO WNET; piątki, godz. 15:00)
  • Modlitewne Pogotowie Ratunkowe:
    • coś Ci się stało – skontaktuj się z duszpasterzami
    • duchowa Służba Zdrowia – ktoś zachorował; wesprzyj go modlitwą: zgłoś swój akces do Modlitewnego Pogotowie Ratunkowego

Pomysły parafian na wykorzystanie wolnego czasu – „Biblioteczka pomysłów”

  • Przyślij i podziel się z innymi jak przeżyć twórczo czas kwarantanny
  • - propozycje dla DZIECI:
  •   - codzienny cykl "Uczone głowy, Jas i Bóg", godz. 11.00, YT - tutaj
  •    - odcinek pilotażowy na YT - tutaj
  • dla całej RODZINY - piękne filmy religijne
  •       - o św. Filipie Neri na YT - tutaj: cz. 1, cz. 2 (poleca parafianka Renata)
  • - propozycja Grupy męskiej "Droga odważnych" - tutaj

Pomoc wzajemna Parafian

  • Caritas parafialny – dołącz się do samarytańskiej grupy wsparcia bliźnich
  • Potrzebuję pomocy – zgłoszenia
  • Mogę, chcę, pomagam – zgłoszenia pomocy
  •        - wsparcie dla seniorów naszej OSP Kostrze - szczegóły tutaj
  •                   12 267 53 04; kostrzeosp@gmail.com; @ospkostrze
  • Akcje pomocowe on-line i nie tylko:
  •       - Widzialna Ręka Kraków: tutaj
  •       - MOPS Kraków - Zakupy dla seniorów: tutaj
  •       - MOPS Kraków - Pomoc dla osób w kwarantannie: tutaj

Zabawy na świeżym powietrzu

  • Parafialne podchody (Geocaching)
  • Konkurs o wiośnie (zob. pkt. 5)

Konkursy dla Parafian

O puchar Księdza Proboszcza

Najlepsze prace zostaną umieszczone na stronie parafialnej.

  • Humorem w wirusa czyli Fraszki na czas pandemii

Wiosna się budzi

wirus się trudzi

nas nie załamie

bo mamy wielkie zadanie:

Pobożnie i twórczo żyć na kwarantannie

(Ks. Robert Bieleń sdb)

 

  • Dla dzieci i młodzieży:
    • konkurs foto: „Mój domowy Kościół - mój domowy ołtarzyk” (Moje domowe miejsce modlitwy) oraz „Wiosna się budzi, nic nas nie trudzi ” (na spacerze lub w ogrodzie). W związku z RODO trwa ustalanie regulaminu konkursu.
    • konkurs pisarski na powyższe tematy
    • konkurs rysunkowy na powyższe tematy
  • Dla dorosłych – impresje literackie:
    • Opowiedz mi swoją historię” – wspomnienia parafian z minionych lat (mile widziana fotografia i jej omówienie)
    • Moje spotkania z Janem Pawłem II” – wspomnienia parafian z pobytu bpa/kard. Wojtyły w parafii w 1960 i 1973 r.
    • Mój Jan Paweł II
    • Bóg w czasie kwarantanny

Pozostałe propozycje

  • Liczymy na Waszą twórczość i pomysłowość.

KAZANIA na Gorzkie Żale diakona Patryka Chmielewskiego sdb - Wielki Post 2020


Kazania Pasyjne 6

 Fragment z Ewangelii wg św. Mateusza: 27, 57 – 28,1
    „Na początku Bóg stworzył niebo i ziemię. Ziemia zaś była bezładem i pustkowiem: ciemność była nad powierzchnią bezmiaru wód, a Duch Boży unosił się nad wodami” (Rdz 1, 12). Kiedy Bóg stworzył cały świat, a szczytem stworzenia stał się człowiek: kobieta i mężczyzna, Bóg odpoczął (Rdz 2,2). Kiedy dokonało się dzieło Wcielenia Jezusa i droga Zbawiciela, jako Boga-Człowieka przez ziemię, Jezus odpoczął. Nastała cisza, którą trudno porównać z czymkolwiek na świecie. Cisza między śmiercią Chrystusa a Jego zmartwychwstaniem jest dla mnie czymś trudnym do zrozumienia. Jednak w tym „międzyczasie” dokonało się coś wyjątkowego. Co takiego?
    Ziemia bez Boga stała się jakby „bezładem i pustkowiem”. Kiedy Jezus zawisł na krzyżu, wypowiadając ostatnie słowa, oddał ducha. Bóg który zstąpił na ziemię został z niej przez ludzi wypędzony. Przez grzech i ja przyczyniam się do tego, że Bóg jest niemile widziany wśród ludzi. Anarchia żydowskich liderów i przywódców, która wybiórczo traktowała słowo Boże, doprowadziła do tego, że tłumacząc się słowami Biblii skazali Boga na śmierć. To dopiero pustkowie – ziemia, z której wypędzono Boga. Tak jak Bóg wypędził Adama i Ewę z raju, tak przez kłamstwo szatana człowiek chce uczynić sobie raj na ziemi. Na szczęście bez Boga nie ma ani prawdziwej ziemi (którą stworzył), ani raju, w którym człowieka umieścił. To w „szatańskim raju” nie ma miejsca dla Boga. Odrzucenie Bożej miłości, czyli grzech to samookaleczenie się człowieka. Odrzucenie Boga to samobójstwo. Bo bez Boga zostaje nam pustkowie, bezład i ciemność.
    „Ciemność była nad powierzchnią bezmiaru wód”– przy śmierci Jezusa ciemność objęła całą ziemię. Ciemność, która czasem jakby przeważała nad światłością sprawia, że czujemy niepokój. Kiedy Jezus umierał na Krzyżu słońce się zaćmiło. Wiemy, że kiedy w dzień opanowuje nas mrok, to dzieje się coś, co nie jest normalną sytuacją. A przecież ani cudowne zaćmienie słońca, ani naturalne zjawisko, które możemy dostrzec w mniejszym lub większym stopniu, nie jest normą. Słońce świeci cały czas. Ciemność, która ogarnia ludzkość, cały świat jest obrazem duszy, która wypędza Boga ze swojego serca. To obraz naszego wnętrza, gdy skupiamy się na śmierci. Śmierć zadana Jezusowi na krzyżu powtarza się, gdy umiera w nas Jezusowe życie. Świętej Faustynie Pan Jezus dał poznać, że „Komunia święta trwa we mnie do następnej Komunii świętej. Żywa i odczuwalna obecność Boża trwa w duszy (...) Serce moje jest żywym tabernakulum, w którym się przechowuje żywa Hostia. Nigdy nie szukałam Boga gdzieś daleko, ale we własnym wnętrzu; w głębokości własnego jestestwa obcuję z Bogiem swoim” (Dzienniczek 1302). Czemu nie towarzyszy nam światłość wewnętrzna wśród ciemności świata? Skoro Jezus żyje w nas od ostatniej Komunii, aż do kolejnej. Bracie, siostro przez swoją wolną decyzję, przez grzech, pozbawiasz się Bożej obecności w swojej duszy.
    To (pozorne) opuszczenie duszy przez Boga, to konsekwencja grzechu. Grzechu ambicji, chciwości i wszystkich innych. Bo jak Bóg wszechmogący, wszechobecny może nie być naprawdę obecny wśród ludzi? Bóg, który mówi o sobie – „Ja Jestem”, nie może nie istnieć. Czas po śmierci Jezusa dłużył się pewnie apostołom i uczniom Jezusa jak wieczność. Długa pustka, zupełne ogołocenie z doświadczenia obecności Jezus wśród nich. Jeszcze przed chwilą uzdrowił ucho strażnika, które św. Piotr odciął. Jeszcze przed chwilą wszyscy zachwycali się Jego nauką, jeszcze przed chwilą wymawia ostatnie słowa, a teraz cisza. Tylko to nie jest ta błoga cisza. Jakiś niedostępny stał się Jezus. Ten, który przyszedł na ziemię, aby zamieszkać między ludźmi, jest umarły. Myślimy o tym czasie z jakimś nauczonym oczekiwaniem na zmartwychwstanie. Jednak pod krzyżem na kalwarii każda z kobiet widziała jak Jezus umiera. Józef z Arymatei dał grób, żeby złożyć ciało na zawsze. A może usłyszał słowa Jezusa, który mówił, że zmartwychwstanie. W chwili śmierci jednak trudno nie przeżyć rozstania. Musiałoby to być wstrząsające przeżycie. Tak bardzo wstrząśnięci byli dwaj uczniowie, którzy zostawili wszystko i poszli w drogę do Emaus. Tak wyglądał mrok, który spowijał dusze apostołów. Kto z nas był na pogrzebie pocieszał się pewnie perspektywą nieba, ciepłym słowem, towarzystwem rodziny. Ale ból jest. Tak samo teraz po morderczej walce, żeby wyjść na Golgotę Jezusa umarł. Takiego doświadczenia nieobecności Jezusa, jakiej doświadczyli uczniowie Pana nie mieliśmy i my, aż do tej pory (pandemii), kiedy Jezus jest niedostępny.
    Wielu wiernych zostało w domach, bo odczytało znak, który każe miłość bliźniego okazać w posłuszeństwie. Czujemy brak Jezusa. W Komunii jest Jezus żywy, uwielbiony i chwalebny. Jednak dzisiaj niedostępny. Jak przeżyć Wielkanoc bez Mszy w Kościele? Jak znaleźć właściwą ścieżkę w czasie zamętu i obaw, lęku i strachu, rozpaczy i niemocy? Każdy czuje na sobie pewną możliwość zaszkodzenia bliźnim: mogę przenieść komuś chorobę. Nawet całkiem nieświadomie. Nie zrobię tego jednak, jeśli będę posłuszny. Bo kiedy w ciemności, która spowija cały świat, dostrzeżemy oczekiwanie na to, co ma nastąpić, „nawet ciemność nie będzie ciemna” (Ps 139, 12). Przygnębienie może zostać przezwyciężone przez modlitwę, jednoczenie się z Chrystusem cierpiącym. Wtedy nasza walka wewnętrzna, trudy spędzenia codzienności nie będą ciężarem, ale błogosławieństwem. Jak to możliwe?
    „Na początku Bóg stworzył niebo i ziemię. Ziemia zaś była bezładem i pustkowiem: ciemność była nad powierzchnią bezmiaru wód, a Duch Boży unosił się nad wodami” (Rdz 1, 12). Dalej jednak słyszymy, że Bóg rzekł: „<<Niechaj się stanie światłość!>> I stała się światłość” (Rdz 1, 3). Podobnie i dzisiaj ciemności zalegają nasz świat. Pogrążeni w mroku domów, ograniczeni w korzystaniu ze światła słonecznego, czekamy aż Bóg powie: Niech się stanie światłość! I prosimy aby ta morowa atmosfera przeminie. I modlimy się o to każdego dnia. I dobrze! Światło, które nam zaświeci to już nie ta sama światłość, która była u początku stworzenia świata. Swoją śmiercią i zmartwychwstaniem Jezus wszystko czyni nowe (Ap 21, 5). Także światłość jest odmieniona. Za wzorem Jezusa mamy stawać się nowym człowiekiem (Ef 4, 22-24). W nowym człowieku tryumfuje sprawiedliwość i świętość (Ef 4, 24). Nasze zmartwychwstanie będzie nie tylko duchowe, ale bardzo realne. Zmartwychwstanie w nas to, co pogrzebaliśmy przez egoizm: w Wielkanoc, którą spędzimy w domu powstanie w nas do życia altruizm i oddamy pilota synowi, córce, mężowi czy żonie (członkowi wspólnoty). Powstanie w nas do życia współczucie i pomyjemy naczynia za tego, kto wiecznie je zostawia brudne w zlewie. Zmartwychwstanie w nas miłość bliźniego, na wzór tej, jaką mamy do siebie samych i posprzątamy najpierw u siebie w pokoju, zanim innym wytkniemy nieporządek. Nasza sprawiedliwość się pomnoży i w końcu zobaczymy belkę w swoim oku, zamiast drzazg w oczach bliźnich. Aż w końcu oczyścimy nasze serca, które się odnowią, aby uznać, że Jezus za moje, a nie innych, grzechy umarł. I zmartwychwstał dla mojego zbawienia, którego niczym nie jestem w stanie sobie wysłużyć.
    „Po upływie szabatu, o świcie pierwszego dnia tygodnia przyszła Maria Magdalena i druga Maria obejrzeć grób” (Mt 28, 1). Jezus na krzyżu zadał śmierć grzechowi. Po odpoczynku szabatu, tak jak na początku stworzenia, odpoczął w grobie i… wzeszła nowa światłość. Jeśli nie umrze we mnie grzech, który Jezus wziął na siebie, po co pójdę do pustego grobu w niedzielę?

 

Kazania Pasyjne 5 - 29 marca

Mt 27,33-56
Piąta tajemnica bolesna: Ukrzyżowanie i śmierć Pana Jezusa na Krzyżu. Możemy wziąć krzyż i iść w Drogę Krzyżową, możemy go całować (choć teraz tylko prywatnie), możemy zakrywać filetową chustą (jak od tej niedzieli), a potem znowu odsłaniać. Możemy wiele praktyk pobożnych przy krzyżu odprawiać. Jednak przy krzyżu trzeba uklęknąć, przy krzyżu Jezusa posiedzieć. Patrzeć na krzyż i rozmyślać, nie rozpaczać. Nie chodzi o to, żeby dużo robić. Trzeba go przyjąć. Przy Jezusie trzeba być kiedy On umiera. Umierający potrzebuje obecności drugiego.
Czym jest ukrzyżowanie Jezusa dla Ciebie dzisiaj? Co przeżyłeś z Jezusem na drodze z Ogrodu: pełnego niewierności apostołów, zdrady Judasza, bólu i trwogi przed śmiercią, na kalwarię? Czy włączyłeś swój ból codzienności, zmagania o pokój w domu, o wierność małżeńską w cierpienia biczowania Jezusa? Czy ukoronowanie cierniem Jezusa dało Ci siłę, żeby królować nad swoimi słabościami i panować nad złymi myślami? I czy Droga Krzyżowa Jezusa, droga Boga-Człowieka, którą każdego dnia wybierasz aby przejść z bliskimi, stała się udziałem twojej rodziny, wspólnoty, czy kwarantanny? Jeśli nie przeżyłeś drogi na kalwarię, to umrzesz bez nadziei. Bo nie zobaczysz Boga w Człowieku.
Kard. Robert Sarah powiedział poruszające słowa na określenie zagłady ludzi w czasie II Wojny Światowej: „Zabijając człowieka, zabijamy Boga. Nienawidząc człowieka, nienawidzimy Boga. Zadając człowiekowi cierpienie, zadajemy cierpienie Bogu”. To piękne przełożenie słów Jezusa: „Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili" (por. Mt 25, 40). Tak więc człowiek zabił Boga. I tak codziennie zabijanych jest tysiące osób, ludzi, którzy są obrazem Boga jedynego. I my jesteśmy obrazem Boga, choć od upadku pierwszych ludzi ten obraz prawie skutecznie niszczymy. Od grzechu do grzechu: nienawiść, pycha, chciwość, lenistwo, pijaństwo, obżarstwo, gniew, nieczystość… To wszystko niszczy podobieństwo Boga w człowieku: w tobie i we mnie.
To podobieństwo człowieka do Boga nigdy się nie kończy. To podobieństwo jest wielką tajemnica ukrycia się Boga w bliźnim. Jezus, który działał znaki i cuda, wszystkim dobrze czynił i ukazywał wielką moc i miłość Boga, został ukrzyżowany. Ci, którzy go krzyżowali nie dostrzegli tego Kim naprawdę był Jezus. Nie chcieli dostrzec w Jezusie Mesjasza, Zbawiciela, Pana. I choć dobrze widzieli Jego cuda, bo sami przyznali, że: „Innych wybawiał, siebie nie może wybawić” (Mt 27,42), to zaprzeczyli sami sobie. I tak po dziś dzień zaprzeczamy sobie, zaprzeczając Bogu, który może wszystko, odmawiając Mu wielkiej mocy, która wszystko utrzymuje w istnieniu. Zaprzeczamy Bogu kiedy nie uznajemy godności dziecka Bożego tym, z którymi żyjemy. Cytujemy jak diabeł na pustyni Słowa Pisma Świętego, które pod krzyżem padają znowu: „Jeśli jesteś Synem Bożym … powiedz temu kamieniowi żeby się stał chlebem … jeśli jesteś Synem Bożym … zejdź z krzyża”. Zły, a za nim człowiek zwiedziony diabelskim kłamstwem ustala Bogu granice i chce odebrać wolność Bogu: jeśli, jeśli, jeśli… A skoro nie może odebrać wolności, odbiera życie. Odbiera życie nienarodzonym, odbiera życie biorąc w niewolę do handlu, prostytucji, wyzysku w nieludzkich warunkach pracy, odzierając z godności. Człowiek chce wejść w miejsce Boga i Boga zabija…
… ale tak się tylko wydaje żydowskim zwierzchnikom, Piłatowi, rzymskim żołnierzom, że odbierają życie, później Nietschemu i wielu innym. Jezus powiedział: „… miłuje Mnie Ojciec, bo Ja życie moje oddaję, aby je [potem] znów odzyskać. Nikt Mi go nie zabiera, lecz Ja od siebie je oddaję. Mam moc je oddać i mam moc je znów odzyskać. Taki nakaz otrzymałem od mojego Ojca” (J 10, 17-18). Jezus zmienia wszystko, nawet porządek umierania. Jezus nawet śmierć przemienia. Śmierć staje się manifestacją wolności. Wolności dziecka. Dzieci Boże mają wolność w sobie. I tak jak Jezus manifestują wolność, kiedy zło zwyciężając dobrem (Rz 12, 21) i nie stawiają oporu złemu (Mt 5, 39). My jesteśmy dziećmi Bożymi: ochrzczonymi, umocnionymi sakramentami na drodze do pełni życia w Bogu. Na tej drodze śmierć jest już tylko bramą. Jezus znowu pokazuje, że: wszystko czyni nowe (Ap 21,5). Tylko czy ta śmierć musiała się dokonać aż na krzyżu?
Tak. Bo tak się wypełnia wola Boga. Tak wypełnia się wola Ojca, której Jezus poddał się w Ogrodzie, tak wypełniają się pisma: „Jak wywyższono węża … tak wywyższono Syna Człowieczego” (J 3, 14). Śmierć przez ukrzyżowanie to żadna nowość w brutalnie pacyfikującym poporządkowane sobie państwa Cesarstwie Rzymskim. Jezus przyszedł w najlepszym czasie, by nam objawić i wypełnić wolę swojego Ojca. I tak samo dzisiaj – w dobie siedzenia w domu, w dobie kiedy ludzie umierają bez bliskich u boku – Jezus przychodzi. Przychodzi na nowo. W drugim człowieku. I to czego tak bardzo się baliśmy: patrzeć na umierających bliskich, kiedy oni tego potrzebowali, teraz możemy zadośćuczynić trwając w milczeniu z Chrystusem umierającym na krzyżu. W Jezusie wszyscy umieramy, w Nim możemy jednoczyć się z tymi, którzy umierają bez bliskich, odosobnieni w szpitalach, hospicjach, umierających w slumsach, pod mostami, tymi umierającymi z zimna. Umierający potrzebuje obecności drugiego. Odważysz się być. Po prostu trwać przy Jezusie na krzyżu?


Kazania Pasyjne 4 - 22 marca

         Mt 27, 31-34

Kolejna z tajemnic bolesnych Różańca Świętego to „Dźwiganie krzyża”, inni mówią „Droga Krzyżowa”, czy „Droga na Kalwarię”. Według przekazu Mateusza Ewangelisty Szymon, którego znamy z piątej stacji nabożeństwa Drogi Krzyżowej, bierze od początku krzyż Jezusa. Jezus po swoim biczowaniu, które w poprzednim tygodniu próbowałem opisać przez ukoronowanie cierniem, nie miał już sił, by nieść krzyż na Golgotę. Cierniem ukoronowanie i biczowanie, jak każdy z naszych codziennych trudów i bolesnych doświadczeń, jest przygotowaniem na ostateczny pojedynek w godzinie śmierci ze wszelkimi słabościami, jakich doświadczyliśmy w życiu. Jezus teraz podążając na górę ma przed oczami całą brutalność, okrutność, pychę i wszystkie inne grzechy ludzkości. Tylko nieliczni dołączają do Niego na tej drodze w roli tych, którzy niosą pomoc.

Św. Mateusz tłumaczy nam, że Golgota oznacza Miejsce Czaszki. Ta nazwa na stałe jest umieszczona w naszej pamięci. I dobrze! Golgota, to po łacinie Kalwaria. Po prostu czaszka. Kiedy idziemy na kalwarię to idziemy do miejsca, gdzie nasza czaszka, nasza głowa, nasze myślenie, musi się zmienić. Nasze myśli o umieraniu, o niepewności jutra, o trudzie życia, o niesieniu krzyża dostają nowej perspektywy. Jezus „wszystko czyni nowe” (Ap 21, 5). A jednak Droga Krzyżowa, którą tyle razy rozważamy, podczas której „litujemy się” nad Jezusem nie zmienia nas. Nie zmieniamy myślenia, a nasze głowy dalej widzą tylko nas samych. Czy na drodze za Jezusem dostrzegam innych? Czy dostrzegam tylko swoje dobre uczynki, którymi chcę uzyskać u Boga oczekiwaną zapłatę za dobre życie?

Na tej drodze ku przemianie myślenia Jezus pokazuje nam na co zwracać uwagę. Jezus swoim spojrzeniem dostrzegał ludzi, którzy szli z Nim. Zobaczył Szymona, Niewiasty; Tradycja podaje nam jeszcze Jego Matkę – Maryję i św. Weronikę. Jezus w najgorszym momencie swojego życia na ziemi dostrzega ludzi wokół. Chociaż ma wszelkie prawo do tego, by stanąć na drodze, z powodu braku sił, pragnienia, upału, głodu, On idzie. Idzie drogą trudną. Dlaczego trudną? [Św. Jan Paweł II] Bo to właśnie człowiek jest drogą Kościoła (RH 14). Jezus, który idzie na miejsce czaszki, wskazuje nam drogę, którą On – Głowa Kościoła – podąża. Na tej drodze są obecni ludzie. O ludzi trzeba dbać. Bracie i siostro, czy my dbamy o siebie nawzajem? Czy troszczymy się o zdrowie najbliższych, o ich rozwój duchowy? Kiedy ostatnio zadaliśmy sobie pytanie w naszych domach, z których nie wychodzimy, albo wychodzimy ostatnio mniej, co jest nas ważne? Czy zapytałeś o to swoją swojej żonę, dzieci? Czy wiesz już, co twój mąż chciałby robić, kiedy to wszystko się skończy i jak mają na imię koleżanki i koledzy twojej córki czy syna? A czy dzieci już wiedzą co sprawia najwięcej radości ich rodzicom? [Czy we wspólnotach zakonnych coś się zmieniło przez ten czas Wielkiego Postu? Czy poznajemy się lepiej, bardziej dogadujemy i poszukujemy wspólnie drogi, czy spuszczamy wzrok, zapatrzeni we własny ból?] Jezus, wybrał drogę. Nie byle jaką, tylko krzyżową. Taka jest droga człowieka. I na tej drodze spotyka ludzi, których prowadzi do spotkania z Bogiem i z bliźnim.

Jesteśmy na tej drodze z Jezusem. Ale nie jesteśmy na tej drodze sami siostro i bracie. Nie przygotował nam Pan drogi indywidualizmu i egoizmu. Bóg stwarzając w ogrodzie Adama i Ewę tworzył z nimi wspólnotę. Ta wspólnota doświadczyła niewierności i grzechu. To w tej wspólnocie kroczących na Golgotę jest Jezus i dwóch skazańców, a tylko jeden z nich dobry. To właśnie we wspólnocie (domowej, parafialnej, w pracy, jakiejkolwiek) doświadczamy trudu wspólnej drogi. Jezus „nie odczarowuje” naszej rzeczywistości. Droga krzyżowa jest trudna. Zakończeniem tej drogi jest objawienie prawdy. Jest tam prawda o grzeszności ludzi, którzy do końca wyszydzają Jezusa i odzierają z szat. Dodatkowo przed ukrzyżowaniem żołnierze poją Go winem zaprawionym goryczą (tylko Mateusz o tym wspomina w swojej Ewangelii) – więc nie chcą oszczędzić Jezusowi bólu, ale sprawiają, że ta męka będzie jeszcze bardziej gorzka, pełna goryczy. Wiedział Jezus, że tak będzie, bo sam powiedział w ogrójcu: „Smutna jest moja dusza aż do śmierci” (Mt 26,38). To jest objawienie grzesznej prawdy o człowieku. O nas, którzy zadając ból bliźniemu, zadajemy ten sam ból Chrystusowi. Także o tych, którzy do końca wyszydzają Jezusa, nawet w momencie śmierci, jak zły łotr.

Ta pesymistyczna wersja „prawdy o nas” musi jednak ustąpić wersji Boga. Bóg stworzył człowieka, mnie i ciebie, jako jedyne stworzenia dla siebie samego! (KDK 24). Prawda jest taka, że Jezus krocząc drogą, pokazuje nam w tych niewielu ludziach dobrej woli, prawdę o naszym powołaniu. Krocząc drogą, którą jest Jezus, Człowiek doskonały, poznajemy prawdę o nas samych. Na tej drodze poznajemy siebie grzesznych, ale wezwanych do świętości. Nasze Droga Krzyżowa Jezusa jest więc podążaniem za Jezusem, naśladowaniem Go przez dostrzeżenie potrzeb bliźnich i wychodzenia im naprzeciw. Jeśli więc na Drodze Krzyżowej, w drodze na Golgotę, Kalwarię, Miejsce Czaszki, nie dostrzegasz swoich bliźnich może się okazać, że twoja pobożność jest zamknięta jedynie w twojej głowie. Na końcu takiej drogi, gdzie wydaje ci się, że jestem sam, tam spoczywają czaszki, tych którzy nie zmartwychwstają.

Droga Jezusa zawsze otwiera na drugiego. Droga Krzyżowa Jezusa to droga z tymi, którzy biją, krzyczą, plują, popychają, kłamią, kradną … Droga Krzyżowa Jezusa to droga także z tymi, którzy ocierają twarz, niosą krzyż, potrzebują pocieszenia, dodają otuchy, którzy w cierpieniu nie czynią się „ofiarami”, ale z cierpienia robią ofiarę. To ci, którzy za Jezusem, wszystko czynią nowe.

Kazania Pasyjne 3 - 15 marca
    Mt 27, 11. 27-31
Dzisiaj Jezus staje przed nami jako Król. Nieostrożny słuchacz Ewangelii mógłby pomyśleć, że Jezusa chce by z Niego szydzono. Wszystko, co spotyka Jezusa przed chwalebną Męką jest naznaczone jednak Bożym zamysłem. Dlaczego w trzeciej tajemnicy bolesnej Różańca Świętego rozważamy cierniem ukoronowanie? Jak to możliwe, że akurat ten jeden moment, o którym każda z Ewangelii mówi wyłącznie jednym zdaniem, zostaje nam podany do rozważania, a może raczej do przeżycia?
We wszystkich czterech wersjach jednej Ewangelii słyszymy przed sceną ukrzyżowania, że Jezus mówi o sobie otwarcie, że jest królem. Król, co wydaje się nam oczywiste, musi mieć koronę. Nie wyobrażamy sobie jednak króla, który mógłby nosić pleciony wieniec z cierni zamiast złotej korony, czy jak wówczas laurowego czy złotego wieńca cesarskiego. Co za moc ma król w takiej koronie? Wydawało się oprawcom, że tym sposobem Jezus zostaje wyszydzony i wyśmiany. Jednak w przekazie ewangelistów, tak jasnym i dosłownym, Jezus objawia się jako jedyny Król. Nie taki, jak inni. Nie jak cezar, który przemocą zdobywa terytoria. Nie jak królowie średniowieczni wkraczający z orszakiem na królewski trakt. Ani nie jak współcześni, raczej tylko honorowi monarchowie, strzegący dynastii w już i tak niewielu krajach świata. Jezus pokazuje nam królestwo ubogich, smutnych, cichych, łaknących sprawiedliwości, miłosiernych, czystego serca, tych, którzy wprowadzając pokój i w końcu cierpiących prześladowanie dla sprawiedliwości. A cóż to za królestwo?
Do takich należy królestwo niebieskie (Mt 5, 10). To królestwo nie z tego świata. Które ciernia nie uważa za kolec, ale za chwałę oddaną Bogu, bo przyjętą z posłuszeństwa. To królestwo, które poddaje swoje plecy bijącym i pozwalającym się opluć (Iz 50,6) byle wypełniła się wola Boża. Ta wola, o którą codziennie się modlisz mówiąc: „bądź wola Twoja”. A może raczej zasłonisz twarz przed zniewagami i opluciem? Może zasłonisz się prawą ręką, którą najpierw policzkowałeś drugiego? A w tej prawej ręce Jezus trzyma trzcinę na pośmiewisko. On nawet tej trzciny nie złamał (por. Iz 40, 3), bo w tym prześmiewczym widoku Jezusa zaczyna panować na nowo. Staje się Królem, który przynosi prawo (Iz 40,3). To prawo błogosławieństw, prawo miłości i posłuszeństwa Ojcu. To Prawdziwy Król, który zamiast berła trzyma trzcinę. A czym było berło królewskie?
Królowie, których widzimy na obrazach trzymających berło, a często jabłko królewskie wyglądają jakby mieli władzę. Co jednak w rzeczywistości kryło takie berło? W środku tego królewskiego jabłka była grudka ziemi. Choć oprawiona w złoto, miała przypominać, że jedyna rzecz, nad którą mają władzę to proch. A proch to nicość. Z prochu ziemi jedynie Bóg może utworzyć życie. Tak właśnie Jezus królujący niesie życie dla nas. Kiedy z koroną z cierni wbitą na głowę zaczyna się pośmiewisko rzymskich żołnierzy, to dla całego świata zaczyna się królowanie Jezusa. Dlaczego tego rzymianie i żydzi nie widzieli? Bo dobrze widzi się tylko sercem (A.deSt Exupery); bo tylko czystego serca Boga oglądać będą (Mt 5,8). Inni nie zobaczą Króla Wszechświata. Tak i my nie dostrzeżemy władzy królewskiej w Jezusie, jeśli w naszych bliźnich nie zobaczymy Jezusa. Ciernie zasłaniają chwałę. Co więc jest moją koroną cierniową, która nie pozwala mi uznać Jezusa za Króla?
Dzisiaj wiele spraw i rzeczy przysłania nam porządek spraw, jaki dał nam dobry Bóg. Troska o zdrowie i życie, o zakażenie, o brak pożywienia. Mniejszy i większy strach przed nieznanym. Obawa o starszych, schorowanych. To wszystko staje się naszą koroną cierniową, której nie potrafimy przyjąć tak jak to zrobił Jezus. On przyjmując tę koronę, która zapowiadała Jego ziemski koniec, dostrzegał, pomimo upływającej Krwi i coraz słabszego oddechu, wypełnienie się woli Ojca. To zaufanie i spokój, ta cichość Jezusa w przyjęciu całego trudu dnia Jego śmierci, rodzi podziw do Niego. Bo to właśnie nasze trudności wydają się być większe niż tryumf Króla. A Chrystus – Król staje w koronie z cierni przede mną, przed Tobą i pokazuje postawę zaufania. Pokazuje, że koniec jest tylko początkiem nowego. Wszystko czyni nowe (Ap 21,5). Nowym, w świetle Bożego Słowa, staje się cierpienie, bo pokazuje drogę do nieba. Nowym staje się cierń zamiast złota, bo w ubóstwie jest moc królowania nad pychą żywota i pożądliwościami (1 J 2,16). Co wybierasz: królowanie na tym świecie, czy królestwo Jezusa?
Cierniem ukoronowany Król, to mój Bóg. Chcesz takiego Boga? Chcesz takiego Boga, który pozwala ludziom zadawać ból? Chcesz takiego Boga, który nie przeszkodził tworzyć chorób, które niszczą cywilizację i powodują zamęt wśród ludzi? Chcesz takiego Boga, który sam stał się Człowiekiem, żebyśmy w końcu nauczyli się żyć naśladując właśnie Jego styl życia? Na pewno chcesz, bo przecież po to słuchasz Ewangelii, po to przyjmujesz Komunię i korzystasz z sakramentów. Bo teraz widzisz, że Jezus wyszydzony, to Bóg-Człowiek, który nie boi się niczego, nie odwraca się od największego trudu, żeby ratować ciebie i mnie. To Bóg tak rozmiłowany w twoim życiu, że własne oddaje. To Bóg któremu tak miły jest każdy, nawet siwy włos na twojej głowie, że na swoją głowę przyjmuje koronę, która rani Go do „mózgu samego” („Dobranoc Głowo Święta”). Czy można przejść obok tak wielkiego poświęcenia Jezusa dla nas, wybranych i uświęconych Jego drogocenną Krwią?
Nie można! Nie można przejść obojętnie obok Pana wyszydzonego. Nie możemy sprawić, żeby ciernie bólu, niewiary bluźnierców, pogardy dla życia zasłoniły nam jasne widzenie rzeczywistości. Nie możemy zasłaniać swojego wzroku, ograniczać widzenia sercem. Bez spojrzenia wiary nic nie może pasować. Ani Jezus z koroną cierniową, ani zaraza na ziemi, ani zabijanie nienarodzonych, ani handel ludźmi, ani niesprawiedliwość społeczna. Jednak królowanie Jezusa nie polega na zaprowadzeniu ładu na ziemi, ale na zaprowadzeniu porządku w twoim i moim sercu. W nawróceniu i spokoju jest wasze ocalenie (Iz 30, 15). Niech w tym wyjątkowym czasie, towarzyszy nam słowo Boże, abyśmy nie zbliżali się do Pana tylko w słowach, ale całym sercem zbliżyli się do Niego. Niech nasza cześć, którą oddajemy Bogu nie będzie tylko wyuczonym przez ludzi zwyczajem. Niech Pan ponowi niezwykłe swoje działanie cudów i obali mądrość mędrców (Iz 29,13-14). A my z różańcem, przy zapalonej świecy wsłuchajmy się te słowa, które od początku Wielkiego Postu nam towarzyszą: kiedy chcesz się modlić, idź do swej izdebki i módl się do Pana, a On odda Tobie (Mt 6,6). Amen.